Uważam, że każdy fan woskowania powinien posiadać chociaż jeden wosk ze stajni Poorboy's. Albo najlepiej wszystkie :)
Natty's blue to klasyczny, old schoolowy wosk zza wielkiej wody.
Co w nim takiego fajnego? Po kolei:
- zapach - mocny zapach gumy balonowej, bardzo przyjemny i nie za "słodki". Nie jest męczący, wręcz przeciwnie umila nam końcowy etap dopieszczania lakieru.
- konsystencja - wosk twardy ale bardzo topliwy. Wystarczy przyłożyć palec i mamy masełko, które aż chce się nakładać palcami w starym stylu. Ułatwia to także nabieranie wosku na aplikator.
- aplikacja - tutaj mamy totalną przyjemność z woskowania. Nie ważne czy nabierzemy za dużo wosku, i tak ładnie rozprowadzi się po karoserii. Aplikator gładko sunie po lakierze, nie zatrzymuje się i nie stawia oporu.
- docieranie - możemy śmiało aplikować na całe auto a dopiero później docierać. Nadmiar wosku ścieramy jednym ruchem mikrofibry i już. To jest piękno tego wosku i tak powinno wyglądać docieranie każdego innego smarowidła.
- wygląd - jak przystało na wosk naturalny, dostajemy efekt w postaci mokrego lakieru. Lakier staje się ciemniejszy a jego kolor bardziej soczysty. Delikatnie maskuje drobne swirle.
- kropelki - są w miarę kształtne ale nie jest to pierwsza liga
- trwałość - poleży do miesiąca ale osobiście uważam, że im krótsza trwałość tym częściej można korzystać z tej przyjemności jaką jest kolejne woskowanie :)
Podsumowując, jeśli chcemy mieć wosk wysokiej jakości i w rozsądnych pieniądzach, który dostarczy nam przyjemności z woskowania, to jest to świetny wybór. Wosk świetnie sprawdzi się w okresie letnim ze względu na jego trwałość. Z czystym sumieniem mogę go polecić każdemu, ponieważ jego aplikacja jest banalna i myślę, że każdy zakocha się w nim od pierwszego woskowania.