"Pierwsze co" to wosk po otwarciu solidnie wykonanego pudełka wita detailera znakomitym zapachem. Jest słodki, leciutko chemiczny z owocową nutą. Konsystencja wosku dużo mówi o precyzji z jaką wykonuje go firma. Po dotknięciu palcem mięknie a po chwili jest już wręcz płynny. Znakomicie nadaje się do pracy w chłodniejsze dni ponieważ pod wpływem ciepła dłoni fantastycznie się rozprowadza. Docieranie jest bardzo przyjemne jedynie trzeba dopilnować czasu, wosk najlepiej zostawiać do 7 minut ponieważ nie przyschnie do lakieru. Polerowanie trzeba wykonywać grubszą mikrofibrą wtedy nie ma mowy o nieestetycznych i ciężkich do dotarcia tłustych mazach. Aplikację teoretycznie można przeprowadzać w słońcu lecz wiąże się to z bardzo szybkim docieraniem nakładanego wosku a na moim granatowym lakierze dość ciężko było jednolicie go dotrzeć. Fajnie prezentuje się w całej gamie ciemnych lakierów, każdy z nich po aplikacji wydaje się ciemniejszy. Jest bezpieczny dla wielu powierzchni i nie powoduje matowienia czy zmian koloru - używam go na powierzchniach lakierowanych, plastikowych kloszach reflektorów a czasami nawet wrzucam na szybko na ciemne felgi. Po poprawnym zaaplikowaniu wosku na lakier utrzymuje się około 4 miesiące do pół roku. Efekt hydrofobowy jest bardzo ładny wizualnie, kropelki są średniego rozmiaru a na pionowych powierzchniach malutkie. Efekt mokrego lakieru można podkręcić nakładając dwie warstwy wosku, wtedy auto jest wręcz szkliste. Wosk w 100% godny polecenia również ze względu na dobry naturalny skład, jako alergik to jedyny jak do tej pory wosk którym mogę pracować bez rękawiczek - szczególnie gdy ich zapomnę na zlot a chcę podkręcić look auta ;).